
Na samym początku zaznaczam, że oglądałem co najwyżej kilkanaście azjatyckich horrorów - tych najbardziej popularnych. Ta liczba wystarcza mi i tak, by przyznać, że azjatyckie kino grozy jest moim ulubionym, choć nie wykluczam, że kiedyś może się to zmienić.
"Ju-On" ("Klątwa Ju-On", 2002), "Shutter" ("Shutter - Widmo", 2004), "Ringu" ("The Ring - Krąg", 1998) - to tytuły, które zna prawdopodobnie każdy fan horrorów, to tytuły, które są wymieniane najczęściej w gronie najlepszych azjatyckich horrorów. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Każdy z nich dostarczył mi odpowiednią porcję wysokiego napięcia i mrocznej atmosfery. Dwa pierwsze z nich są z kolei jednymi z moich ulubionych horrorów, jakie kiedykolwiek powstały.

Coś, czego najczęściej brakuje amerykańskim "straszakom" - przede wszystkim porządną, niezwykle dopracowaną i wykreowaną z niebywałym wyczuciem atmosferę grozy. Mają zapadające w pamięć sceny i zagnieżdżają się w Twojej głowie nie na kilka minut po obejrzeniu, a na całe godziny, dziesiątki godzin... Dobra, przyznaję - "Ju-On" pozostaje jedynym horrorem, po którym TAK NAPRAWDĘ bałem się spać. Wcale nie miałem ochoty iść do łóżka (ciągle mając w głowie tą łóżkową, ale na inny sposób, scenę z filmu). Aha, dla uzyskania najlepszych efektów nie wyobrażam sobie oglądać horror przy włączonym świetle, SAM i ze słuchawkami na uszach. Wiem, że nie napisałem nic odkrywczego, ale niektórzy ludzie tak właśnie oglądają horrory a później się dziwią, że wcale ich nie ruszył...

Powolne tempo akcji. Tak, to kolejny element do narzekań: "w tym filmie nic się nie działo, nudy i jeszcze raz nudy, i tak, że wytrwałem/am do końca!". Powolne tempo akcji i inteligentna cisza tworzą SUGESTYWNY klimat. Sprawia on, że przyspiesza nam bicie serca nie przy nagłym, intensywnym dźwięku (co w azjatyckich horrorach jest również wykorzystywane bardzo często) lecz dosłownie przy każdym kroku bohatera, zbliżającego się do zwykłej szafy na ubrania, zwykłego lustra, drzwi czy też ZWYKŁEJ CIEMNOŚCI. Jednocześnie pozwala to też oczywiście troszczyć się o los bohatera.
Kolejną rzeczą, która sprawia, że filmy te dla niektórych są tak fenomenalne jest operacja, czy też jak kto woli gra światłem i cieniem. W "azjatyckim mroku" można się zakochać, bo w "azjatyckim mroku" może czyhać wszystko. Raz nie znajdziesz w nim nic, za drugim razem podobnie, co uśpi Twoją czujność ale gdy za trzecim razem wyskoczy Ci na ekranie jakaś blada zjawa w długich, czarnych włosach to odechce Ci się "azjatyckiego mroku". Ale dlatego lubimy horrory, bo lubimy się bać.
Kolejnym atutem jest także przeważnie wyjątkowo ponury wystrój wnętrz i zredukowanie użycia efektów specjalnych do naprawdę niskiego poziomu. Dlatego straszy nas tutaj głównie realizm, autentyczność sytuacji. Oczywiście jako, że są to horrory to zjawiska paranormalne występują. No i mamy przede wszystkim te słynne zjawy, "blade kobiety w długich, czarnych włosach". Niektórzy się z nich śmieją, niektórych jednak faktycznie straszą. Najczęściej pojawiają się w tzw. "jump scenkach", gdy Ci "nagle wyskoczy taka na ekranie". Ale nierzadko mają też dłuższe epizody, sceny. Przykład? Choćby w "Ju-On", gdzie w finałowej scenie filmu "spełza" ze schodów i podąża do bohaterki. Swoją drogą jest to znakomita scena i chyba jedna z tych kultowych. Te zjawy mają w sobie coś. Są przede wszystkim świetnie wykreowane, ich wygląd faktycznie może przerażać. Poza Kayako mamy choćby kultowe już: Sadako w "Ringu" czy Natre w "Shutter". "Blade kobiety w długich, czarnych włosach" to stały element azjatyckich horrorów.

Mówiłem o ciszy ale muzyka także kreuje świetną atmosferę w horrorach a najbardziej chyba zapadł mi pamięć motyw muzyczny z "Ju-On". Tak genialnie łączy się z wydarzeniami na ekranie, jest smutny ale przede wszystkim brzmi przerażająco:
Japońskie horrory są bezwzględne i również to kocham. Często są przejawem bardzo inteligentnej myśli autora, często są bardzo pozytywnie zaplątane fabularnie ("A Tale Of Two Sisters" ("Opowieść O Dwóch Siostrach", 2003), "One Missed Call"). Gdy obejrzę więcej tytułów to postaram się wrzucić tutaj te najciekawsze, moim zdaniem sceny, dla których warto zainteresować się azjatyckim kinem grozy, które mam nadzieję, dalej będzie się rozwijać.
Witam. Artykuł świetny. Zgadzam się z nim w 100%. Sam lubię azjatyckie kino ;)
OdpowiedzUsuńSpinel.